Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Mama Vitella przy furtce do ogrodu całowała się z łysym mężczyzną o imieniu Gregers. Vitella to zmartwiło. Zdaniem jego sekretnej dziewczyny o imieniu Kamma oznaczało to, że chłopiec będzie miał przyszywanego tatę. Na co Vitello wyrzucił z siebie całą serię swoich najmocniejszych przekleństw, bo przecież miał już tatę.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Tata Vitella był draniem i nie widywał chłopca zbyt często. Tak naprawdę w ogóle go nie widywał, co bardzo denerwowało Vitella. Zwłaszcza że wszyscy inni chłopcy mieli ojców. I tak pewnego dnia Vitello wmówił swoim przyjaciołom, że ma tatę i może im go pokazać…
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Vitello dostał zaproszenie na urodziny Kammy, gdzie miały być tort, ciastka, oranżada i poszukiwanie skarbu. Tylko że na przyjęciu pojawił się jeszcze jeden chłopiec. Martin, Czyżby Kamma miała kilku sekretnych chłopaków? Tego Vitello nie wiedział, ale jedno było pewne: Vitello zrobi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę Kammy.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Vitello się obudził i od razu miał wszystkiego dość. Miał dość mieszkania w szeregowcu z mamą, która ciągle gotowała spaghetti, i tatą, którego nie było. Miał dość swoich wnerwiających kolegów, Maksa i Hassego, i bachora Williama, a także płatków z mlekiem. Na szczęście zawsze można wszystko zrobić na opak.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Vitello oczywiście zdawał sobie sprawę, że tylko grzeczne dzieci dostają prezenty na gwiazdkę. A on w tym roku nie był przesadnie grzeczny. Uznał jednak, że jeśli kupi mamie jakiś wspaniały upominek i jej o tym opowie, to ona na pewno zapomni o wszystkich jego wyczynach i też kupi mu masę wspaniałych prezentów.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
U Vitella wszystko po staremu. A jednak nie do końca, bo całą okolicę pokryła gruba kołdra śniegu. Dlatego chłopiec i jego koledzy postanowili zbudować „fajnego bałwanka”, jak go nazwała mama. Tylko że „fajny” i „bałwanek” to nie było to, o co Vitellowi chodziło, dlatego wpadł na lepszy pomysł.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Vitello nie bawił się z dziewczynami, a Kamma, która wprowadziła się do domu pod numerem 27, bez wątpienia była jedną z nich. Ale ta dziewczyna twierdziła, że ma szurniętego chomika. A Vitello jeszcze nigdy nie widział szurniętego chomika.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Vitello chciał mieć psa. Zawsze w liście do Świętego Mikołaja pisał „pies”, ale nigdy żadnego psa nie dostał. Na szczęście William wiedział coś o tym, jak sprawić, aby życzenia się spełniały.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Vitello postanowił zostać twardzielem, przeklinać przy wszystkich i nosić nóż, a przy tym niczego się nie bać. I rzeczywiście, nazywając megapajacem starszego chłopaka na motorowerze, Vitello uruchomił lawinę sensacyjnych i trochę szokujących wypadków.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Mama Vitella była chora i chłopiec postanowił się nią zaopiekować, bo słyszał, że grzeczne dzieci dostają więcej prezentów. Zamierzał zacząć od wysprzątania całego domu i na szczęście zjawili się Max, Hasse i William, oferując Vitellowi pomoc.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Vitello, Max, Hasse i William chcieli mieć naprawdę dużo pieniędzy. Tak mniej więcej 10 milionów. Dlatego postanowili wkroczyć na drogę przestępczą. I porwać czyjegoś kota. A potem go ukryć i zażądać naprawdę ogromnej kwoty za jego zwrot.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
W pewien wtorek po obejrzeniu porannych wiadomości mama Vitella wpadła w wyjątkowo ponury nastrój. Głód, zanieczyszczenie środowiska i nędza, tak podsumowano bieżącą sytuację. To oczywiście bardzo zmartwiło Vitella, który widział przed sobą świetlaną przyszłość, wielkie bogactwo i sportowy samochód. I na pewno nie zamierzał pozwolić, żeby go ta przyszłość ominęła. Postanowił więc pobiec po swoich kolegów, by wspólnie uratować świat.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Bachor William wstąpił do zuchów i kiedyś będzie mógł nawet dostać nóż. Zdaniem Vitella to z tym nożem brzmiało super, więc postanowił pomóc Williamowi w robieniu dobrych uczynków, które muszą spełniać zuchy. Tylko najpierw trzeba było znaleźć kogoś, kto potrzebuje takiego dobrego uczynku.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Vitello miał akurat jeden z tych dni, kiedy bycie Vitellem wcale go nie bawiło, a zwłaszcza nie bawiło go to, że nie ma taty. I wtedy niespodziewanie spotkał pewnego staruszka z długą białą brodą. Staruszek siedział na ławce przy centrum handlowym i pił piwo. Vitello znał tylko dwóch staruszków z tak długimi białymi brodami: jednym był Bóg, a drugim Święty Mikołaj. A Bóg, jak wiadomo, może sprawić wszystko, wszystko, co człowiek sobie wymarzy.
Chłopiec, na którego wołali Vitello, mieszkał w szeregowcu niedaleko obwodnicy. Wiadomo, że nie mieszkał sam, mieszkał tam z mamą. I nigdy się nie nudził.
Najbardziej na świecie Vitello lubił potwory. I zombiaki. I trupie czaszki. Tylko nie w nocy. Bo gdy była noc i Vitello miał spać, nagle zaczynał się zastanawiać, czy aby coś nie leży pod jego łóżkiem. Albo czy coś nie czai się w korytarzu. Coś z wielkimi kłami. Wtedy chłopiec musiałby opracować plan.